środa, 13 czerwca 2012

Moja strefa kibica

Jak chyba zdecydowana większość kobiet - futbol lubię dopiero w wydaniu, które niesie ze sobą treści patriotyczne. Rozgrywki Mistrzostw Polski, rozgrywki ligowe i wszelkie inne - nie interesują mnie. Dopiero kiedy na scenę wchodzi reprezentacja Polski a rzecz ma się o puchar świata lub - co ma miejsce obecnie - Europy - jestem w stanie wyzwolić z siebie piłkarskiego kibica. Bo nie o sam futbol wtedy chodzi - chodzi o mój kraj, który jaki jest taki jest, ale zawsze życzę mu jak najlepiej. Również w piłce. Poza tym - nigdy nie ukrywałam, że jestem patriotką. Co prawda z  historii asem nie byłam i choć uczyłam się jej w miarę pilnie - wielu faktów i dat historycznych zupełnie już dziś nie pamiętam. A historia właśnie i patriotyzm - bynajmniej dla mnie - nieodzownie się łączą.

Mój mąż - jako, że pochodzi z kraju gdzie piłka rządzi, owszem, ale krykietowa - też nie jest fanem futbolu. Ba, on nawet nie jest fanem krykieta, choć sport zasadniczo lubi, w przypływach weny uprawia biegi i gimnastykę, uwielbia jeździć rowerem a w czasie gdy mieszkał na Karaibach chętnie grywał w squasha - co potwierdza jego zestaw do uprawiania tegoż sportu pokątnie wyprowadzony przeze mnie do piwnicy.

Tak więc - ani ja ani Em - nie ganiamy oczyma za byle piłką w grze. Zwracamy się ku niej dopiero, kiedy toczy się w sprawie wysokiej wagi i ma związek z "walką" narodów. Dopiero wtedy ma ona dla nas sens i jest atrakcyjna. Jesteśmy więc takimi jakby niedzielnymi kibicami - jakim to przymiotnikiem bywają określani również niektórzy kierowcy ;-).

Em lubi jak coś się dzieje. Jak jest barwnie, energetycznie i emocjonalnie. Ja - jako osoba bardziej utemperowana - w określonych przypadkach podzielam jednak jego entuzjazm. I takim przypadkiem jest właśnie Euro 2012. Z całą pewnością - gdybym była sama - nie wydałabym na jego okoliczność grosza ani na koszulkę, ani na flagę, ani chorągiewki samochodowe, ani na kubki i szklanki z logo imprezy, ani na farbki do malowania twarzy ani tym bardziej na trąby wiwatujące. No ok - być może coś bym kupiła, bo wiem, że ta impreza jest niepowtarzalna i może już za mojego życia się nie powtórzy a ja lubię mieć jakieś pamiątki ze zdarzeń niezwykłych - ale czy obkupiłabym się aż tak, jak zrobiliśmy to wspólnie z Em? Wątpię.

Jednak. Mój stary nie dość, że nie jest codziennym fanem futbolu, nie dość, że nie jest Polakiem ani nawet Europejczykiem, nie dość, że jeszcze nie ma nawet naszego obywatelstwa, że po polsku mówi ciągle gorzej niż Kali - to jednak bardzo wkręcił się w biało-czerwoną atmosferę. I ja - Polka z krwi i ziemi - nie miałam prawa nawet spojrzeć krzywym okiem na zakupowe szaleństwo Em. Ostatecznie z torbami nie poszliśmy, a patriotyczna postawa Em wręcz mnie zachwyca. Kiedy grali Mazurka Dąbrowskiego przed wczorajszym meczem - nie dość, że sam uniósł się dumnie do pionu, to jeszcze zwołał swoją dwuosobową drużynę w celu ukazania im prawdziwej, patriotycznej postawy. Ja też, ma się rozumieć, stałam niemal na baczność. Mam taki odruch na dźwięki naszego hymnu. Nie wspomnę już, że i łezka potrafi mi się w oku zakręcić.

W dniu rozpoczęcia Euro, ja pojechałam z chłopakami na Pastorczyk a Em został w Grajewie. Stąd też nie mieliśmy okazji oglądać razem meczu z polskim udziałem. Ja  w Pastorczyku patrzyłam na mecz Polska-Grecja ukradkiem, zza węgła - co by nie dostać przedwcześnie ataku serca, gdyby gra toczyła się w niepożądanym kierunku. Kiedy trwała druga połowa meczu - pojechałam z mamą i chłopakami do szpitala - do Beaty i Tomeczka. Lekarz dyżurujący - rozwalony przed telewizorem na fotelu w dyżurce jak byk - najprawdopodobniej wkurzony golem Grecji, który padł w chwili, kiedy przemykaliśmy cichutko do sali numer 2 - wyskoczył za nami niemal w pogoń i wydarł na nas ryja - że nie wolno do noworodka wchodzić z dziećmi. Tak więc, skutkiem frustracji niemiłego doktora, snułam się z Maksymilianem dobre 40 minut po śniętych korytarzach szpitala i omawiałam mecz z Em przez telefon. Remis nie zadał mi wyjątkowej euforii, ale uspokoił skaczące serce i przystopował oddech. 

Ja się przejmuję. Naprawdę. Wiem, że nasi nie są orłami w futbolu, choć noszą orły na koszulkach, ale są gospodarzami Euro - przykro by było, jakby zaliczali klęskę za klęską. Jeśli po sobotnim meczu z Czechami wypadną z gry - komu będę machać polską flagą i w imię czego namaluję sobie biało-czerwony znak na policzku? Na czyje szczęście stuknę się z Em piwem wlanym do szklanki z polskim akcentem? No?

Wczorajszy mecz oglądaliśmy wspólnie. Em założył koszulkę, ja założyłam koszulkę, dzieciom założyliśmy koszulki. Przyozdobiliśmy buźki, Em wywiesił flagę na balkonie, otworzył piwo i co lepsza polska akcja - wyskakiwał na balkon i trąbił z wuwuzela. Trąba owa jest tak głośna i przeraźliwa, że kiedy dorwał się do niej Olek i trąbił bez ustanku - musiałam ją na jakiś czas schować. Nie wyobrażam sobie stanu własnych uszu - gdybym miała być na stadionie live. A czy chciałabym na nim live być? Pytanie!

Pierwszy gol Rosjan przyprawił mnie wczoraj o odpływ krwi. No nie, myślałam, Bóg nie może być tak niesprawiedliwy, że zawsze i wszędzie pozwoli Rosjanom kopać nas w dupę. Nie dość zaborów, wojen, Katynia, kurde mol? Oglądając mecz - niestety - obgryzłam swoje wszystkie pieczołowicie ostatnio hodowane pazury :(. Oboje z Em darliśmy pyski i klęliśmy po polsku i angielsku. Piękna bramka chłopaka z reklamy (bo gdzieś widziałam Błaszczykowskiego na plakacie - albo kosmetyków, albo ciuchów albo zegarków - nie pamiętam) wprawiła nas w dziki szał. Radosny. Em śpiewał "Polska biało-czerwoni" a ja udzielałam się z wypiekami na FB, gdzie koleżanki - polskie żony Hindusów - założyły kącik komentatorski. 

Żal, że mecz skończył się tylko jedną bramką Polaków, ale ostatecznie i wynik okazał się bezpieczny i Rassija nas nie pokonała. A przyznam, że byłam niemal pewna, iż ten mecz będzie poniekąd meczem zamknięcia dla naszego kraju. Więc - ufff.

Em ogląda wszystkie spotkania. Ja - nie zawsze mogę stracić 2 razy po 90 minut dziennie, więc czasami jedynie zapuszczam żurawia na murawę. Ale wyniki w główce notuję. 

Będzie super, jeśli biel i czerwień nadal będą rozlewać się po naszych nowych stadionach, bo takie pozytywne emocje jakie niosą ze sobą spotkania z Polakami w tle są bardzo fajne. Od czasu do czasu dobrze jest poczuć zjednoczenie narodu i cieszyć się jeden przez drugiego z tego samego. 

A tak trochę z innej, bardziej technicznej beczki - choć nie jestem codzienną fanką futbolu, nigdy nie uważałam go za głupią ganiatykę bandy idiotów za piłką. 22 chłopów na ograniczonej przestrzeni muszą jakoś ze sobą walczyć i współpracować jednocześnie. Muszą być bardzo sprawni fizycznie, mieć zdrowe serca i szybkie nogi. Poza bramkarzami - oni wszyscy niemal bez końca są w biegu. Narażeni na urazy. Oblani potem. Zdyszani. Muszą mieć refleks i myśleć strategicznie w czasie gry. Gra zespołowa jest o wiele trudniejsza niż sport indywidualny. Bo nie możesz być na boisku panem samym sobie. Jesteś odpowiedzialny tak za siebie jak i za całą pozostałą 10-tkę kolegów. Że o odpowiedzialności za kibiców nie wspomnę he he ;).

Burdy i chuligaństwo, które dzieją się na marginesach piłkarskich wydarzeń są żenujące. Ale nie wiedzieć czemu - tam gdzie piłka i ogromne emocje - zawsze znajdą się ci, którzy tak naprawdę nie interesują się samą piłką a jedynie traktują ją jako pretekst do wylewania emocji właśnie - ale tych najgorszych. Kibole-głupole. Sama chyba bezlitośnie lałabym pałą tych wszystkich awanturników. Po łbach bez obawy o zawartość czaszek - bo i tak puste jak dzwony. 

To co wyżej napisałam nie oznacza, że żyję teraz tylko i wyłącznie Euro. Żyję normalnie, a jedynie w odpowiednich chwilach zatrzymuję się chwilkę na soczystej murawie, słucham porywających dźwięków stadionu, ściskam kciuki, obserwuję piłkarzy (owszem, owszem!) i współdzielę emocje z bliskimi. 

To wszystko szybko minie i przeminie, zostaną stadiony i wspomnienia. Nie silę się na krytykę tej imprezy (że wydano kasę, która się nie zwróci), bo to się mija z celem. Mamy Euro w Polsce i to się liczy. Skoro jest nam dane jako rozrywka, widowisko, wydarzenie z biało-czerwoną flagą w tle - cieszę się nim. Czasem po prostu, czasem po dziecinnemu. I chcę się nim jeszcze cieszyć również w sobotę około 23-ej :).

Moja własna wizualna strefa kibica - na pasku po prawej. Mój jeden NIE-Polak i dwaj PÓŁ-Polacy w... swoich  barwach narodowych :).

PS. Boże, to ja tyle napisałam z powodu piłki nożnej??? No tak... Inne dziewczyny też oglądają mecze z piwkiem w ręku - nawet podczas gdy ich mężowie chrapią na kanapie, emocjonują się meczami i piszą świetne posty o swoich futbolowych  uczuciach i doświadczeniach - więc i ja napisałam mega około-futbolowy tekst. A co! Wolno nam? A jak!

30 komentarzy:

  1. Cudne zdjęcia! Wspaniała relacja! A Twój maż to super facet i pasują mu biało-czerwone barwy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ago, miiiiło mi niebywale na takie miłe słowa od Ciebie :). Co do Em - choć jego barwy narodowe są może i inne - chyba powoli jednak stają się biało-czerwone :))). Zresztą On utożsamia się z Polską odkąd tu mieszka. Choć nie zawsze wszystko jest tu extra, niestety. Ale kibicujemy wartko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Piękna "strefa kibica" Cudowna Rodzinka! Wspaniale się prezentujecie! Z takim ogólnopolskim dopingiem w sobotę musi się udać! Pozdrawiam :0)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! Mam nadzieję, że się uda!

      Usuń
  4. Tak powinna wyglądać każda strefa kibica :) I widzę, że ktoś jeszcze w tym internecie ma tendencję do rozpisywania się ;) Zapraszam do siebie do skonfrontowania EURO-emocji :)
    PS: Już po jednym wpisie mi się podoba, a góra strony i widniejące tam "Podlasie i Mazury, Poland" jeszcze bardziej mnie przekonują do regularnego zaglądania - też jestem z pn-wsch Polski, choć trochę bardziej na południe, niemal przy SM konkurencyjnej dla grajewskiej SM (coby od razu się nie zdradzać z lokalizacją;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ano :))). Miło mi, że mnie odwiedziłaś - tym bardziej, że jesteś z mojego regionu :)))). Hmmm, domyślam się Twojej lokalizacji "mniej więcej" skoro wspominasz konkurencyjną dla naszej SM ;-).

      Euro-emocje - jak widzę mamy bardzo podobne.

      Usuń
    2. Szczerze przyznam, że z wielką radością przyjęłam wieść, że buszują w internecie blogerzy z tej naszej ściany wschodniej, bo chyba jeszcze na nikogo stąd się nie natknęłam. A do Ciebie trafiłam aż przez The Road z Dubaju :)
      A nasze Euro emocje zapewne podobnie sięgną zenitu w sobotę ;)

      Usuń
    3. Ja Ano też nie znam wielu blogerów "tu stąd". No, jest Asiaya pisząca obecnie z New Delhi na blogu Wszystkie kolory Indii i Aga spod psiej Górki z Supraśla. Więcej osób nie pamiętam :). Kiedyś pisała jeszcze jedna duszka, ale zamknęła bloga buuu :(. Więc - fajnie, że jesteś!

      Usuń
    4. Dziękuję za namiary, zaraz odwiedzę dziewczyny :) Choć ciężko może mi być reagować na komentarze, bo ja w innej strefie blogowej się zadomowiłam, ale regularnie będę wpadać :)

      Usuń
  5. Kłaniam się Uczestnikom Specjalnej Strefy Kibica.

    Pomyślałem, że gdyby większość polskich rodzin wzięła z Was przykład, wówczas nasza "Jedenastka" mogłaby sięgnąć po medal ME, ponieważ pozytywne wibracje by dotarły aż na stadion, do Chłopaków Franciszka Smudy.

    Amisho, dziękuję Ci za piękny tekst, który odczytałem na głos mojej Aleksis. Nie pomyśl, że Danusia nie potrafi czytać. Przed czytaniem ćwiczyłem dykcję, intonowanie poszczególnych części tego posta. Śmieliśmy się razem tak głośno, że Helios patrzył na nas jak na wariatów.

    Pozdrawiam serdecznie całą Rodzinę, która w barwach narodowych prezentuje się świetnie. :)))))

    Edek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edku - niesamowite, ha ha. Ale miło mi, że dzięki mojemu pośpiesznemu wpisowi (tak, pisałam w pośpiechu) razem z żoną mieliście mały ubaw :). Dziękuję za miłe jak zawsze słowa i oczywiście trzymajmy kciuki za naszych orzełków!

      Usuń
  6. Amishko pięknie wyglądacie!
    I post jak zwykle napisany tak, że jednym duszkiem i z uśmiechem na twarzy pochłonęłam:)
    Widziałam Cię kibicującą i zaciskającą kciuki razem z Twoimi mężczyznami :)
    Ja nie kupiłam żadnych gadżetów, ale przeżywam każdy mecz :D

    PS Widzę, że chłopaki letnie fryzurki noszą, szkoda że brakuje do nich słoneczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko - dzięki! Z tymi gadżetami - jak już pisałam - u nas trochę ich mamy głównie z powodu Em. Ale co tam - koszulki, kubki, szklanki - to się zawsze przyda :).

      Co do fryzur - w zanadrzu miałam już niemal sklecony post na temat postrzyżyn całej trójki - ale nie dokończyłam i chyba już nie będę go publikować ;). Zobaczę. Co do słońca - zdecydowanie trochę go za mało...

      Usuń
    2. Opublikuj, prosimy ładnie! ;-)))

      Usuń
    3. No zobaczymy Julitko. I tak mam wiele do nadrobienia ;)

      Usuń
  7. Pozdrowienia z ostrowieckiej strefy kibica! My nie zainwestowalismy w koszulki, mamy tylko flage szalikową i sztandar prawdziwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrowienia Ardiolo! A gadżet - jaki by nie był jest miłym akcentem :).

      Usuń
  8. za postawę obywatelstwo się mężowi należy :), jak nic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toteż i my na to liczymy he he ;)

      Usuń
  9. i to jest jeden z moich ulubionych Twoich tekstów :-). Świetnie to wszystko napisałaś, ujęłaś, wyraziłaś - kilka akapitów mogłabym (nie mogłabym, ale "mogłabym") skopiować i wstawić u siebie jako własne odczucia :-). Myślałam, że piłka nożna mnie nie obchodzi, myślałam, że Euro w Polsce przyćmią zupełnie różne tematy i problemy, które górują ostatnio w moim życiu w stopniu zakrawającym na obłęd. A jednak, gdy rozbrzmiał polski hymn na stacji Al-Jazeera, porzuciłam wszystko i obejrzałam płacząc, śmiejąc się i wściekając (razem z mężem i synkiem) oba mecze z udziałem Polski - na stojąco! Postawa Em genialna, nie znam, ale lubię i szanuję tego faceta :-) Faceta w najlepszym tego słowa znaczeniu :-). Dodam, że mój maż też dzielnie kibicuje Polsce, zachwyca się stadionami i powstaje do polskiego hymnu i tylko dziwi się jak mogę nie oglądać wszystkich meczów EURO: a no nie mogę, mi nie przysługuję 180 minut dziennie leżenia odłogiem na kanapie - jemu, jako wielkiemu fanowi piłki nożnej w każdej formie (ligowej, arabskiej, europejskiej, światowej) - daję fory i jeszcze donoszę piwo bezalkoholowe o smaku brzoskwiniowym i pestki do skubania, niech ma i niech wykibicuje co dobrego :-).

    Ps. śliczne zdjęcia, takie radosne! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamo Ammara - dziękuję bardzo za miłe słowa podszyte patriotyzmem ;-). No niestety, ciężko przejść obojętnie obok naszego polskiego udziału w tym wydarzeniu. Nasi mężowie (no, wspólnie z nami) NIECH faktycznie wykibicują to, czego się spodziewamy i na co liczymy :).

      Usuń
  10. Kochana, tak, piszesz o piłce, tyle o niej napisałaś, ale jak zawsze przepięknie to wszystko ujęłaś. Ty nawet o piłce nożnej potrafisz pięknie pisać. Jak Ty to robisz? ;-D

    Jaka wspaniała strefa kibica, rozczuliłaś mnie po prostu. I Twój Em - niesamowity człowiek. Z tym jego kibicowaniem, a szczególnie trąbieniem z wuwuzela to po prostu ujął mnie całkowicie za serce. :-)))
    Obyśmy jeszcze mogli jeszcze trochę pokibicować, dłużej niż tylko do soboty! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem jak ja to robię Julitko... Samo się robi, to nie ja... ;). Ale osobiście nie uważam tego pisania za nadzwyczajne - stąd opinie takie jak Twoje są zawsze bardzo miłe dla mnie. Bardzo.

      Obyśmy jutro wygrali - wtedy niech Em trąbi na wuwuzelu ile wlezie ha ha. Akurat zamierzamy jechać do P. na weekend - tam wygonię go w pola i łąki i niech sobie używa przestrzeni.

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta:)
      Oglądałam mecz jednym okiem, Pan Nieborak tak krzyczał i udzielał rad trenerowi, że aż mnie nerwy ponosiły. Myślę, że cieszymy się z remisu z Rosją, ponieważ każdy spodziewał się, że nas zmiotą nas z boiska. Oczywiście plama to zachowanie kiboli, przykre to:(

      Usuń
    2. Taaa Żółwinko - gdzie piłka tam i kibole. Idioci. Remis z Rosją to już fakt i historia - ważne co jutro!

      Usuń
  12. Strefa kibica cudna! My wprawdzie bez szalonych zakupów w kierunku Euro, ale kibicujemy.Ja sercem, choć ciało na czas meczu "przemieszczam" w rejony poza tv, bo kurczę jak wchodzę do pokoju strzelają nam bramkę (w czasie meczu z Grecja wróciłam do domu akurat jak strzelili nam gola;( ) Znając własną "siłę" ;/ Na czas karnego wyszłam do kuchni - Tytoń obronił!
    Drugą połowę meczu z Rosją spędziłam w ...wannie,żeby mnie nie kusiło !Na drugi dzień obejrzałam powtórkę!
    Jutro dopiero będą emocje;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Miśko też czasem wolę nie patrzeć, ale staram się jednak nie omijać wzrokiem. Moja mama zdecydowanie woli nie patrzeć, bo tak jak Ty mówi, że jak ona ogląda to na pewno przegrają ha ha ;). Taaa, jutro nasz sądny dzień. Rybki albo puste akwarium. OBY RYBKI!

      Usuń
  13. Maga tekst fajny :) I wyczerpujący :))

    Ja się nawet nie dałam wkręcić w te wszystkie rozgrywki i emocje. Ale jak wczoraj nasi grali, to oglądałam i tak strasznie trzymałam kciuki za naszą bramkę. A tu nic z tego. Ech.

    Wasze zdjęcia ze strefy kibica SUPER!!
    Amishko, buziaki.

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś tak mi się udzieliło Ado i ręce samy pisały he he. Było miło, ale się skończyło w sobotę. Szkoda :(. Jednak Euro nadal trwa i ta atmosfera mi sprzyja. A co tam!

    OdpowiedzUsuń

Dobre słowo zawsze mile widziane :-).