czwartek, 5 czerwca 2014

Lecę ciurkiem - tym razem - własnym podwórkiem

Kolejny post znad rzeki Amstel niemal już wytrzepałam ze swojego krótkiego (mimo chłodu) rękawka, ale jeszcze muszę go opatrzyć zdjęciami i dopisać kilka zdań (jeśli będzie ich kilkadziesiąt, mniemam że i tak nikt się zanadto nie zdziwi).

Nie mogę jednak bez końca pisać o swojej 3 dniowej wycieczce sprzed miesiąca, bo mi reszta codziennego i jednak o wiele ważniejszego życia umyka. Nie samym przecież Amsterdamem człowiek żyje! Co więc u nas poza TYM ?

Em od ponad trzech tygodni jest już w Polsce. Zdążył przez ten czas obrócić już raz do Warszawy, raz do Katowic i raz ze mną do Pastorczyka. Zdążył też kupić rowery dla chłopaków oraz dla "niby-mnie", które to zakupy wiązały się... z podwójnym wyjazdem do Białegostoku. No. Jedni jeżdżą, inni piszą... Każdy jakieś hobby ma ;-). A dlaczego rower dla "niby-mnie"? Bo niby pojechaliśmy po rower dla mnie, a koniec końców kupiliśmy taki, który jest bardziej dla niego, ale ja wszak też mogę go używać, gdyż instrukcja i budowa kobietom nie zabrania. Kwestia czwartego roweru w rodzinie na razie nie wchodzi w grę, bo musiałabym najpierw dokopać sobie kawał piwnicy... Niemniej, kwestia ta na pewno zostanie podjęta na nowo, kiedy tylko nasza młodzież nabierze pary w nogach i zdoła ruszać z nami w podlasko-mazurską dal. Być może młodzież w postaci Olesia jest gotowa do tego JUŻ, ale Maksymalny na swoich czterech kółeczkach z pewnością jeszcze nie podoła - mimo sprytu i szybkości jaką się na tych kółeczkach porusza.

Nowoczesny ojciec zakupił chłopakom również rowerowe kaski (sobie też, też), stąd kiedy idą pojeździć wyglądają teraz very trendy-modern-cool. W Pastorczyku - dla cudownej odmiany - mają kultowe rowery z epoki lodowcowej wyszykowane przez mojego ojca i brata Złotorękich i śmigają na nich w ubrankach często sfatygowanych, jak też pamiętających czasem jeszcze dzieciństwo ich matki. Bardzo mi się podoba takie życie na dwóch poziomach. Bardzo. Znam jednak osoby, które to za atak na godność dziecka (przy tym chyba również - a może zwłaszcza - na własne ego...) uważają dziurkę, łatkę czy plamkę na dziecięcym ubraniu. Najchętniej, dziecko puszczone nawet po wiejskim podwórku, po ogrodach, chlewach i stodołach widziałyby krystalicznie czyste i w markowej odzieży... I nie chodzi tutaj broń Boże o Em (bo bym nie zdzierżyła), choć ten akurat osobnik cierpi na inną "bakteriofobię", na punkcie której z kolei ja sama często mam fobię. Taką fobię wiązaną więc mamy... Jak to zresztą mąż i żona często nawzajem miewają :-).

Dziecko jest całkiem ładne (ładne?), kiedy wygląda tak:


 tak: (skarpety do sandałów są tu jak najbardziej zasadne, więc proszę nie porównywać do Polaków na wczasach w Egipcie)


tak: (mój mały polsko-indyjski Ronaldo w barwach UK...)


czy nawet tak: (nawet, bo z gilwonem i w getrach moro własnego wyboru)


Ale czy takie nie jest równie ładne? A może nawet... szczęśliwsze?



  ... i umie się przyjaźnić tam, gdzie prawie nie ma ludzi, w odróżnieniu od miejsc, gdzie ludzi jest wielu, a przyjaźni żadnej?






Wszystkie dzieci pochodzą z rodziny, k woli wyjaśnienia. Zresztą, na naszej wsi innych dzieci nie ma ;-).

W maju zaliczyliśmy komunię u osobnika z nagim torsem oraz podwójne urodziny jego sióstr (jedna 8-ego (7 lat), druga 9-go maja (1 lato)) zorganizowane żywiołowo na trawie przy domu.

Ja, co weekend użeram się w ogrodzie w P., który zarasta mi pędem jak szalony... Biorąc pod uwagę, że ogród jest naprawdę duży, a opiekuję się nim głównie sama (głównie) i tylko weekendowo, oraz że ogarniam wyżej pokazaną gromadkę, gotuję, sprzątam itp, itd - roboty mam tam zawsze po pas. Większość warzyw ładnie mi urosła, ale taka sobie pani fasola i panowie ogórkowie mogli postarać się bardziej. Ktoś mi szczodrobliwie wyciapał wszelką bazylię, cząber i papryka w ogóle mnie olały i postanowiły nie wzejść, a prym - jak zawsze - wiodą słoneczniki i koper samosiew. Rzodkiewka już zjedzona, sałaty w bród, a reszta w oczekiwanej normie. Zobaczymy też, jak w tym roku poradzi sobie dynia...

W Pastorczyku zbelowano już wszystką trawę, a w procesie tym uczestniczył po raz pierwszy zielony Class. Taka nówka, czterokołóka, wielokoniówka prosto z fabryki. Dzisiejsze traktory to są takie... norrrrmalnie wypasione jak świnie u najlepszego gospodarza. Niemniej jednak, ja największym sentymentem darzę naszą ponad 40-letnią "trzydziestkę" czyli słynne C 330. Kiedyś w P. wystarczył 1, potem 2 traktory. Teraz jest... 5 i też mają co robić. Czasy, co?

Poza tym - pogoda ostatnio leci sobie w kulki... Dziś co prawda wyjrzało słońce, ale dotychczas - chmury, nieboskłon bury oraz deszcze niespokojne potargały mną! Jest mi źle, kiedy co ranek zamiast słońca wita mnie cień! Wieczorami natomiast nie mogę ostatnio spać... Kiedyś z kurami, teraz z sowami... Po prostu, pomimo, iż nadal wstaję dość rano, to jednak ten długi dzień jakoś mnie rozstraja. W związku z tym - wpadłam w wieczorny szał oglądania filmów, w który to szał zasadniczo nigdy nie wpadam. Obejrzała więc ja sobie "Wilka z Wall Street", "Leona Zawodowca" oraz wczoraj w TVP 1 "Nie kłam kochanie".

I tak: 

Ad 1: Leonardo w swej roli świetny!Jego koleś ćpun, z którym użarł się starymi lemonami (???) również. A tak w ogóle - film całkiem fajny, choć - ciut za długi. Trochę zabawny, trochę szokujący. Obrazuje dzisiejszy świat, z którym ja nie mam wiele wspólnego, ale dobrze wiedzieć, że życie nie wszędzie wygląda jak moje - 1 mąż, zero kochanków, zero narkotyków, spokojna praca za średnią krajową, ogród warzywny na wsi i wycieczka za granicę raz na kilka lat ;-). Wyścig szczurów był mi naprawdę bliski jedynie podczas rozwalania starego kurnika w P. Wiało ich stamtąd wtedy chyba z 50 na raz... Szok! Wall Street ze swoim wyścigiem to przy tej akcji po prostu pestka.

Ad 2: Leon Zawodowiec to stary film. Dla mnie jednak nowy, bo widziałam go pierwszy raz. Wpisałam na listę ulubionych. Zdecydowanie. Jean Reno w swym rozchełstanym płaszczu, spodniach do kostki i piękną brzydotą podbił moje serce. Fabuła, akcja, zdjęcia - przemówiły do mnie, choć jest to typowy hollywoodzki styl... Gary Oldman - zajebisty! Małoletnia Natalie Portman - szacunek nie tylko za urodę od najmłodszych lat. Od teraz - moja ksywka Leon podoba mi się jeszcze bardziej. W zasadzie to możecie mi już mówić nie tylko Leon, ale i Zawodowiec ;-).

Ad 3: Lekko, łatwo i przyjemnie. Wszystko słodkie, zabawne i przewidywalne, ale na bezsenny wieczór, czemu nie? Najlepsza - Beata Tyszkiewicz ;-). Dama z humorem, dystansem do siebie i - ciągle - urokiem. Piersiówka, cienki szlug i kasyno nie odbierają jej żadnej z zalet ;-). No, i ten piękny Kraków w kadrach filmu...

Zagalopowałam się... Urywam więc w pół i na następny raz - raz jeszcze i raz nie ostatni - welcome to Amsterdam!

PS. Kolejny raz apeluję! Jedźcie na wakacje! Bez laptopów. Bez tabletów. Bez komórek! Albo zajmijcie się dziećmi, ogrodami, remontami. I NIE PISZCIE o tym! To może będę mogła WAS wtedy nadrobić...

34 komentarze:

  1. Oj tam, nie piszcie ;):))) W gilwonie się zakochałam i widzę, że u Was piły od Pele też rządzą!
    Toś się kobieto uchowała Leona nie oglądawszy...
    A mój małż na nadal "trzydziestkę" ;) i to na chodzie!
    Serdeczności dla chłopaków (i dziewczyn!) :))))

    P.S. A wiesz, że mój ulubiony żółty ser to Havarti? Skąd? Z Grajewa!
    P.S. A wiesz, że

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelko - w zasadzie to piszcie, ale może tak ciutkę rzadziej... BO JA NIE WYRABIAM - choć chcę! - z czytaniem...

      Gilwon miewa zadatki na bycie kochanym z uwagi na czarujący uśmiech i przytulactwo. Ale mnie i Em potrafi zmusić do rękoczynów, oj!

      NO, Leon bez Leona się tyle lat uchował, co? Ale świat by się jeszcze mocno zdziwił, gdybym do publicznej wiadomości podała mu wszystkie książki i filmy, które każdy zna, czytał i widział a ja nie ;-).

      Nasza trzydziestka TEŻ nadal na chodzie Izabelko!

      Havarti, ba! O ile wiem jest produkowany w naszym oddziale w Kolnie, czyli moim rodzinnym mieście koło P. (tzn. raczej P. jest koło niego ha ha).

      Odwzajemniamy serdeczności!

      Usuń
  2. Ja sie wlasnie ogrodkiem sie zajmuje, do urlopu mam hektar i do tak egzotycznego kraju jakim jest Polska i ciekawego kraju zawitam jesienia:( Na co mi holenderskie rowery, albo holenderski powiew wiatru, albo niemieckie pagorki...kiedy to takie codzienne i przejrzane juz na wylot (p) . Polski chce, Polski...mocium panie, me wezwanie mocium panie :)))

    Rowery chlopaki maja wypasione a i kaski dobra rzecz, bo ja swojej bez tego ustrojstwa na rower nie puszczam. raz sobie tak brode obila o kraweznik, ze gdyby nie kask to by zaryla niewatpliwie nosem i polamalaby sobie go jak nic. Niech sie chronia wiec Twoje chlopaki przez wstrzasami bez wzgledu co tez inni o tym mysla:))

    Filmy....ech- moj zywiol. Stoja na pierwszym miejscu przed ksiazkami. Wilka ... jeszcze nie zaliczylam, brak czasu. leon zawodowiec.... Jean Reno wymiata. taki jieudacznik, dziwnie czlapiacy, a ...takie fajne serce ma, no nie? pewne stereotypy podtrzymuje ow film, ale niewatpliwie dal rozwinac skrzydla i pokazac swoje umiejetnosci wielu aktorom:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieudacznik dziwnie czlapiacy* - literowka:))

      Usuń
    2. Aniu, zawsze człowiekowi chce się tego, czego nie ma na co dzień ;). Ale ja tak szczerze to powiem, że Polskę, choć mam ją właśnie na co dzień i tak bardzo lubię i chyba nie chciałabym mieszkać gdzie indziej. Nawet w Amsterdamie ;-). Wycieczki -TAK, ale życie jednak tutaj.

      Kaski są naprawdę wskazane - zwłaszcza dla Olka na większym rowerze, który jeździ szybko. O ile na wsi nie ma krawężników, szos i betonu i jest bezpieczniej, o tyle w mieście ten gadżet jest naprawdę wskazany.

      Taaa, Leon jest super, a Leonarda polecam, choć nie powiem, że to film z serii moich ukochanych.

      Usuń
  3. Leon to też mój ulubiony, ale ja też wielu wszem i wobec znanych nie oglądałam jeszcze.
    Pozostałe wymienione też lubię;)
    A Twoje zdjęcia z Pastorczyka zwłaszcza uwielbiam! Masz rację, jakieś takie szczęśliwsze się wydają i sercu bliższe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, zawsze znajdzie się coś, czego nie widzieliśmy, nawet gdy zdaje się, że widzieli to już wszyscy ;).

      A na naszej wsi dzieciakom jest naprawdę dobrze... Czy będzie tak za kilka lat? Zobaczymy, choć obstawiam, że preferencje spędzania czasu wolnego mogą się chłopakom zmienić ;).

      Usuń
  4. Dzień Dobry Amiszko .
    Zaglądnęłam do Ciebie jakiś czas temu, gdy opisywałaś strój "wiatra" Twojego Starszzego.
    Wczoraj jakoś przypadkiem wujek "G" pokierował mnie do tych rowerów w Amst..., no i ... wsiąkłam ;), że wręcz napiszę przykleiłam się do Twojego bloga.
    Poczytałam sporo wstecz, no ale czasu za mało, by doczytać od samego początku.
    Czasu też zbyt mało bym napisała teraz więcej.
    Dziś serdecznie pozdrawiam.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Majko! Bardzo mi miło, że zajrzałaś, zostałaś i nawet odbywasz podróż do przeszłości na tym blogu :))). Wiem, że nie sposób, bądź po prostu bardzo ciężko całość przeczytać, ale i tak Cię podziwiam, że zadałaś sobie trochę trudu. Ja też mam blogi, które chciałabym tak od dechy do dechy poznać, ale... wiemy jak wygląda żywot człowieka takiego jak ja, ty i całej masy nam podobnych...

      Usuń
  5. nie wierzę, że Leona do tej pory nie oglądałaś!!!
    ja chyba z 8 razy to już na pewno!
    i uwielbiam...
    i do tego ten Sting :)
    a tę Waszą wieś sobie wyobrażałam dokładnie tak jak na zdjęciu, które umieściłaś!
    oraz pisać nie będę, bo mi ktoś wenę ukradł :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już mogę rzec, żem oglądała Mio ;). Ha! Ale wcześniej - serio! nie!

      No, to widzę, że Twoja wyobraźnia solidnie i szczerze pracuje!

      Pisz, pisz, kiedyś w końcu się ze wszystkim obrobię i następnie wszystko nadrobię :)))).

      Usuń
  6. A ja bardzo bym chciała wyjechać na urlop bez laptopa itp. ale nie będzie mi to dane w tym roku (wyjazd nie będzie mi dany :( )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, może chociaż jakiś przedłużony weekend? Zawsze lepszy rydz, niż nic. A czasem wyjazdy spadają na nas niespodziewanie, więc nie trać nadziei :)

      Usuń
  7. Zaczęłam w końcu pisać częściej, a ta mi tu pisze: Pisz rzadziej! Kusisz, oj, kusisz... :P Ale ja niedługo znów pewnie wpadnę w cug niepisania, bo 6 lipca impreza firmowo-branżowa, tydzień później świadkuję, trzeba ogarnąć więc i panieński, i się... pewnie niedługo będę tylko wpadać poczytać u Ciebie o Amsterdamie.

    Ech, jak tak czytam o tym Twoim użeraniu się z ogródkiem i belowaniu... tęskno mi za moją J.! Siedzę sobie w betonowym WM, niby niedaleko parku, ale to nie to samo... dobrze, że już weekend za pasem, nigdzie mnie na żadne festyny i targi nie wysyłają, mogę jechać do domu, do pól, łąk i świeżo wykopanego zalewu :)

    A chłopaki cudowne! I z piłką (choć nie tą, którą bardziej lubię, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?;), i na rowerach (ten czerwonoczapy to taki rasowy cwaniaczek - uważaj na niego :P ), i w piaskownicy z psem, który dla wielu mam w takim miejscu jest nie do pomyślenia, a mi przypomina własne dzieciństwo...

    PS: I chyba wiem, co obejrzę wieczorem. Leon..arda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano - spokojnie, do Ciebie też w końcu dotrę :). U nas impreza branżowa tzn. piknik - 19 lipca.

      Miasto, nawet małe, nawet koło parku, to jednak co innego, prawda? Dlatego jak możesz to śmigaj na weekend do J.!

      Co do piłki... Wiesz Ano, oni jeszcze nie mają sprecyzowanych preferencji, na razie wszystko co się da i wydaje fascynujące. Co do tego w czerwonej czapie zaś - owszem, wygląda tu na cwaniaczka, ale zapewniam, że to ten drugi jest bardziej rasowy ;-). Olek to dusza chłopczyk.

      Piaskownica to samotwór dzieciaków, a psy to jak nasi bracia. Są zawsze z nami i obok nas. I inaczej sobie nie wyobrażam. W mieście w piaskownicach bywa inaczej - niewiadomo jakie psy tam włażą etc, ale my w G. nie chodzimy do piaskownic, więc nie mam dylematów. Zresztą nie jestem az tak wrażliwa na "te" sprawy.

      Usuń
    2. Moje miasto jest malutkie, ale taaaak: miejski park to jednak nie to, co las za moim domem :)

      Domyślam się, że chłopaki na razie nie mają jakichś swoich wielkich ulubieńców, a nawet jeśli, to zmieniają się jak w kalejdoskopie :)

      Co do piesków w piaskownicach - miałam na myśli mamy wiejskie! Bo te miejskie, to rozumiem, że to różnie bywa, ale na własnym podwórku? Albo trzymające dzieci pod kloszem, bo się pobrudzą. A cóż to za przyjemność byłą te iks lat temu pochlapać się w kałużach... no, nie rozumiem ;)

      Usuń
  8. Dzień dobry.
    Starszy to 7/8 mojego wyobrażenia Indii w dziecku;)
    w w czerwonej czapce z zawadiackim uśmiechem..castingowe foto;) nawet do Slumdog 2.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry! 7/8 to i tak dużo! Ja osobiście dałabym mu 5 czy 6/10 mając porównanie do dzieci typowo hinduskich oraz innych mieszanych polsko-hinduskich. Ale może wynika to z faktu, że mój mąż sam jest mało hinduski. Uchodzi raczej za Włocha, Hiszpana czy ostatnio - Greka.

      Zdjęcie w czerwonej czapie z rowerem sama bardzo lubię - dzięki :).

      Usuń
  9. Slodziaki - chlopaki!!
    Powiem Ci, ze te zdjecia rozczulaja, sa takie swojskie..naturalne. Takie wspomnienie dziecinstwa!
    Wiem , ze kiedys smigalismy bez kaskow i "jakos" zyjemy- ale w chwili obecnej dobrze, ze chlopcy zaopatrzeni zostali w kaski, jakos tak spokojniej czlowiek oddycha widzac ich szusujacych po drogach- tak przynajmniej jest u mnie ;)
    A czego Jas sie nie nauczy....itp,..............ja duzo jezdze ale....no wlasnie bez kasku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lux, już napisałam wyżej - na wsi na rowerze jest inaczej, a w mieście inaczej, bo jest więcej betonu, więc te kaski są jak najbardziej na miejscu. Ja sama jednak... wolę bez, chociaż póki co jedynie kręcę się z chłopakami po parku i nie wybywam na szosowe szusowanie.

      Usuń
  10. Podobne myśli na temat przyjaźni gościły ostatnio w mojej głowie. Nawet zaczęłam się zastanawiać, czy czegoś sobie nie wyobraziłam, czyli czy nie idealizuję przeszłości i niektórych środowisk, które pamiętam. Ale wychodzi na to, że nie.

    Chłopcy mają naprawdę fajne warunki do dorastania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tesiu, widać coś w tym jest ;). Co zaś moi chłopcy wyniosą z tej mieszanki miejsko-wiejskiej i polsko-zagranicznej - pokaże czas! Jednak jestem dobrej myśli. Warunki mają dobre, tylko żeby umieli to potem wykorzystać...

      Usuń
  11. Leona uwielbiam:)
    Nie pisać mogę - i tak ostatnio mi kiepsko idzie;)
    A Ty pisz, bo...masz babo talent - oraz śliczne te Twoje dzieciaki -całe rodzinne;)
    Umorusane najpiękniejsze;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę, wszyscy Leona kochają - dołączam do fanów!

      Umorusane dziecko ma swój urok, to prawda - zwłaszcza jak samo sobie z tego nic nie robi i przy okazji jest zadowolone. Nie da się utrzymać dzieciaka czyściutko przez 24 h - zwłaszcza latem, na wsi, na dworze. A ile potem piasku w wannie po kąpieli he he.

      Usuń
  12. Kochana!
    Chłopaków masz po prostu malowanych! :)
    Szczęście bije od nich z każdej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję moja droga! Są malowani i lubią czasem coś zmalować ;).

      Usuń
  13. Narobisz się Kotku w tym P., bo najlepiej i najokazalej zawsze rosną chwasty. Kaski rowerowe dla dzieci to w cywilizowanych krajach normalka i konieczność- dzięki kaskowi młodszy mój krasnalek nie rozbił sobie łepetyny na części. Polsko-hinduska mieszanka genowa bardzo udana i ładna.
    Buziaki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narobię Anabell, zwłaszcza, że tylko weekendowo i zawsze na dodatek mam tam masę innych zajęć. Gdyby to tylko ogród, to byłby jak gaj! A tak - jest gajem, ale zwłaszcza chwastów he he. Dużo pada, więc zieliska rosną na potęgę.

      Kaski - odkąd chłopcy mają rowery w mieście - na TAK!

      Usuń
  14. To ja też polecę ciurkiem!
    O ile na modzie rowerowej się nie znam, o tyle kask uważam za obowiązek, odkąd na studiach jeden z moich kolegów zabił się przewracając na rowerze i uderzając głową o kamień.
    Super macie tam na wsi. Super Hiper nawet! Tyle dzieciarni.... uchhh, jak ja to lubię!
    Filmy:
    1. Nie widziałam, pozostaje jednak w planach
    2. Zgadzam się ze wszystkim
    3. Nuuuuda dla mnie, gdyby nie Beata Tyszkiewicz to nie dociągnęłabym do końca :)
    Chłopcy śliczni! Te oczy....!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysko, Ty jesteś wszak mistrzem lecenie ciurkiem ;)))).

      O żesz!? Aż się zabił? Ale... czy to takie dziwne? Na prostej drodze można zginąć idąc, co tam mowa o rowerze - stąd kask dla dziecka - yes, yes, yes.

      No, w P. jest potwornie dzieciato - a jak jeszcze Gdynianki zjadą... olaboga!

      Czyli Beata T. i Ciebie trzymała w pionie, ha ha. Ale to chyba oczywiste dla większości :).

      Usuń
  15. Fajne chłopaki, fajne :) TV nie oglądam, na komputerze równiez nie... Jestem do tył€ ze wszystkim co się dzieje...A widzę, że u Ciebie dzieje się sporo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, jak u Ciebie czytałam, to u Ciebie też się dzieje :). Powodzenia w działaniach i wyborach!

      Usuń
  16. Ten cwaniaczek w czerwonej czapie z rowerem powala swym wdziękiem... po kim on to ma? Jak byłam dzieckiem to też lubiłam czas spędzany na wsi, wyciągnięte koszulki i majty albo po prostu pidżama przez cały dzień, to był luuuuuzzzz.... szkoda mi czasami że moje dzieciaki to ominie, pola, łąki, sianokosy, wykopki, zupa z trawy, kukurydza młoda podkradziona z pola sąsiada, truskawki z krzaczka mmmmm się rozmazałam teraz...
    A co do filmów Wolfa nie widziałam, nie żałuje, ale gdybym Leona przegapiła to byłby dramat, uwielbiam ten film i płaczę za każdym razem, ten trzeci też oglądałem, ale nie zrobił na mnie wrażenia więc go nawet nie pamiętam.
    Nie pisanie u mnie normalka, ja dzisiaj po 4 nocach w pracy i całym dniu sprzątania dorwałam mojego sprzęta i staram się być na bieżąco ale to trudne, łącze się z Tobą w bólu i robię surf dalej, miłego weekendu!!

    OdpowiedzUsuń
  17. No po kim, po kim? Toż nie po tatusiu, ha ha ;-). I jak tak patrzę, to większość osób ma fajne wspomnienia związane z wsią :). Bo one są przeważnie specyficzne i takie ciepłe jak samo lato!

    Wolfa niekoniecznie trzeba żałować, ale Leona zdecydowanie tak! Cóż, zeszło mi tyle lat, ale jak widać nigdy nie jest za późno!

    Ja powoli nadrabiam blogowisko, ale to syzyfowa robota - tu nadrobisz, tam narośnie... ;). Pozdrawiam po weekendzie Justyno, mój był bardzo pracowity na wsi, ale w sumie dość udany, bo lato cieszy samo w sobie!
    Usuń

    OdpowiedzUsuń

Dobre słowo zawsze mile widziane :-).