wtorek, 20 października 2015

Uszata udręka i zupa z kukurydzy :-)

Zrozumiałam głuchych i niedosłyszących. Po dwóch dniach całkowitego braku słuchu w lewym uchu i słabowitej słyszalności w prawym już wiem, że nie tylko NIE WIDZIEĆ jak należy (a o tym wiem wiele), ale także NIE SŁYSZEĆ jak trzeba, jest dla człowieka  udręką.
 
Nie, nie, nie ogłuchłam na dobre. Słuch miałam zawsze fenomenalny i chyba nigdy większych, ani nawet mniejszych, problemów z uszami. Co prawda, przypomina mi się, że kiedyś, dawno, dawno temu ucho mnie bolało, ale jest to pamięć mglista i niepewna i nie dam sobie ucha obciąć, że nie ściemniam. Tym razem jednak, mój problem z uszami był realny. Ano bowiem, ni stąd, ni stamtąd, przytkały się i basta. Lewe niemal na maksa, prawe na jakieś 20 %. 
 
Ciężko, oj ciężko żyć z takimi uszami podeptanymi przez słonia, bo człowiek wszystko słyszy jak przez ścianę. Okropne! A jakie denerwujące! Jakie dokuczliwe! Jak człowieka łeb boli od tej głuchoty! Jak nisko upada jakość życia! Jak nagle człowiek docenia swój dobry dotąd słuch i jak mocno zaczyna współczuć i rozumieć tych, co go nie mają, albo mają popsuty...
 
Poszłam dziś ze swoim problem do laryngologa. Prywatnie, bo na NFZ życie w głuchocie chciano mi znacznie przedłużyć. A zatem prywatnie, za 90 złotych (!!!) szybko oddano mi moje fantastyczne uszy, posiłkując się jakąś wielką strzykawą i ciepłą wodą. Żal mi było tej prawie stówy jak diabli, ale kiedy tylko usłyszałam szum wody w kranie jak na dłoni - machnęłam tą dłonią z uśmiechem i zapomniałam o wydatku. 

Obecnie wszystko słyszę dokładnie, dobitnie i wyraźnie. Mogłabym nawet zostać jakimś szpiegiem podsłuchującym - tak mi teraz te ucha doskonale pracują! Dbajcie i Wy o swoje, bo zaprawdę powiadam Wam, bez nich to jedna, wielka LIPA! (i bynajmniej nie ta, co przy drodze rośnie).
 
Tyle tytułem słuchu, który nagle straciłam i (dzięki Bogu) łatwo odzyskałam.
 
A tak poza tym, to szukam w internecie przepisu na zupę z kukurydzy i kurczaka. Jak psów, nie powiem, ale wszystko zupy krem. A ja nie chcę zupy kremu z kukurydzy. Ja chcę taką, którą raz jeden w życiu jadłam w Irlandii u Marii O'Reilly. Nie było w tej zupie wielu składników, ani przypraw, ale na pewno było mięsko z kurczaka i ziarna kukurydzy. I było to smaczne. Przepyszne. Proste i zupełnie inne, niż to, co do tamtej pory jadłam. Ba, ja nigdy wcześniej nie jadłam zupy kukurydzianej, ani nawet nie wiedziałam, że można takową ugotować! Od tamtej pory, a było to lat temu 13, tamta zupa za mną czasami "chodzi", ale nigdy się na nią nie porwałam. Teraz jednak przypiliło mnie tak bardzo, że już nie ustąpię. Mam swój pomysł na tę zupę, pomnąc zupę Marii, ale wiadomo - postanowiłam jeszcze sprawdzić rozmaite ewentualności w internetach. I co? I nic. Same kremy... Cóż, będę zatem polegać jedynie na własnej wyobraźni i fantazji kulinarnej. I zrobię zupę z kukurydzy NIE-KREM :-). Nie dam sobie ręki (ucha?) uciąć, że wrócę tą zupą do stylowej kuchni w bungalowie Marii w mieście Navan, ale kto nie próbuje - ten nie je. A ja zamierzam jeść. I to z wielkim smakiem :-).
 

18 komentarzy:

  1. Parę lat temu słuch przywróciła mi wizyta za 150 zł ;) ale wrażenia do końca życia z głuchoty totalnej - bezcenne. Oby nigdy więcej!
    Jak zupa wyjdzie, a mniemam, że tak, domagam się publicznego przepisu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 150, nieźle, ale czymże te "marne" grosze wobec daru słyszenia...

      Zupa wyszła, a jakże!

      Usuń
    2. Tak, głucha byłam 3 tygodnie po antybiotyku. Miało leczyć ;) wyszło inaczej.

      Przepis, przepis! :D

      Usuń
    3. 3 tygodnie! MEGA udręka!

      Przepis się pisze, Magdaleno.

      Usuń
  2. U nas wizyta mu laryngologa 200zł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no... 200 to już... głucha przesada! Ot, publiczna służba zdrowia... :-(

      Usuń
  3. Co do zdrowia, to wiadomo... docenia sie zwykle dopiero wtedy, gdy coś zaczyna szwankowac :-(. Dobrze, ze tylko tymczasowo.

    Ami, a gdyby tak ugotować zupę-krem z kurczaka i kukurydzy (wedlug dostepnych przepisow) i jej nie miksowac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tymczasowo, na szczęście Tesiu. Ale ten epizod rzucił mi zupełnie inne światło na problemy ze słuchem.

      Takoż i zrobiłam z zupą - nie korzystając z żadnego przepisu, a gotując na spontana - nie zmiksowałam, a pozostawiłam wszystko w całości. Bardzo mi to wyszło, bardzo!

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Toteż wiedząc to, ja nigdy patyczkami w uchach nie gmeram, Lucy. Widać jednak, że przez wieki, które już żyję, uzbierało się cholerstwa...

      Usuń
  5. Były takie momenty, że brak słuchu byłby błogosławieństwem...ale na krótko, na krótko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nawet jakbym chciała czegoś nie słyszeć, to nie chciałabym w tym celu... nie słyszeć. Ale co prawda to prawda - CZASEM nie słyszenie byłoby błogosławieństwem.

      Usuń
  6. Oj, biedna Ty....
    Ale ale widzę, z Twoich odpowiedzi, że problem z zupą rozwiązany. Wiesz, narobiłaś mi smaku...
    Serdeczności Amishu kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już na szczęście nie biedna, Izabelko. Klawisze w laptopie tak mi głośno stukają, że aż ZA głośno ;-).

      Ano, rozwiązany. Jak zawsze :-).

      Usuń
  7. 2 razy w życiu miałam takie cuś z uszami. Pierwszy raz ogłuchłam całkowicie, nie słyszałam kompletnie nic. Za drugim razem coś tam słyszałam... ale to było jakieś 20%. Za to do tej pory pamiętam, że jak zobaczyłam pielęgniarkę zbliżającą się do mnie z tą wielką strzykawką to zrobiłam wielkie oczy, po czym wykrzyczałam jej (myśląc, że szepcę), że ja koniem nie jestem! Bo serio.... kto używa takich strzykaw na ludziach? ;)
    Za to potem.... normalnie szok.... ile człowiek przegapia z tym miodem w uszach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieco przerażająca ta strzykawa, to fakt, ale jakie cuda działa, prawda?

      Usuń

Dobre słowo zawsze mile widziane :-).