piątek, 14 marca 2014

Marzec, Joana, dżins i reklama ;-)

W lutym moja forma była na wyżynach. Przeważnie zawsze wtedy taka jest. Ale nic dziwnego. To właśnie w lutym dwa razy dałam życie, a ściślej - uzewnętrzniłam je. Stąd też luty - miesiąc kuty. Hardyj, twardyj i żywotnyj.

Nic więc również dziwnego, że w marcu moja forma zwykle spada. Bo przecie trzeba po tym hardym lutym odsapnąć. I odsapuję sobie... Poprzez drapiące gardło, bóle głowy, ogólną słabiznę, niechęć i trawiące mnie - nieustalonego pochodzenia - lenistwo. Bradziaga, jakby dzielił mój marcowy los. Trzeci dzień z rzędu snuje się po domu w piżamie i szaliku (dziś ponoć nawet w czapce...), pokasłuje, trzeszczy stawami, przewraca oczami i się nie goli. Nic tylko zaatakował nas jakiś solidarny wirus. TAKIE OKAZY ZDROWIA! Normalnie wstyd!

W weekend znowu się jednak rozstaniemy. Ja pojadę grabić podwórko, pilnować dzieci i gotować jak nie szczaw to kapustę, a On poleci doglądać biznesów. Do Amsterdamu. Tam też będzie bywał teraz niezwykle często, w związku z czym, życie musimy sobie podzielić na dwa domy (tak jakby jeszcze w ogóle nie było podzielone ha ha). Klucze już mam. Czyli tak: dom w G., dom w P. i dom w A. Podobno ten w K. też wymagałby mojej ręki. Od przybytku głowa nie boli? Przybytku roboty - ma się rozumieć, bo wszak nie o majątek mi tu chodzi.

Jednak. Czego jak czego, ale roboty to ja się żadnej nie boję. Bo ja jestem kobieta pracująca. I jak skończę robotę w jednym, to idę w drugie. Takie przeznaczenie. Taki los. Ten typ tak ma. I tak jest dobrze. (Czy aby zawsze?). 

Aha, to tak:

Na Dzień Kobiet dostałam białego storczyka z Lidla (upierałam się, że nieee, bo za drogi (w porównaniu z wiechciem tulipanów, jednak wcale nie był taki drogi), bo mi zdechnie, bo się na takich nie znam, etc), ale nie przeszło - bo ponoć od dawna marzył, by mi wręczyć orchideę - wtf?).

W Dniu Kobiet pojechaliśmy też sobie do naszego kochanego Białegostoku. 

Na tle Pałacu Branickich miałam zagrać (sic!) w reklamie oliwy z oliwek dla jego firmy, ale: 

- dookoła skrzeczały wrony i latały gołębie
- bez końca ktoś właził w kadr i przeważnie byli to nasi wrzeszczący synowie
- bez końca rozwiewało mi włosy (dzięki czemu ich wątpliwa - jak już wiecie - uroda była niezwykle "potęgowana")
- bez końca ktoś przystawał i się gapił, w związku z czym szybko przerywałam mówioną kwestię i postukując obutą w kozak nogą udawałam, że nic nie mówię, a jedynie patrzę sobie w niebo (będąc oparta o parkowy pomnik/rzeźbę/statuę - wybrać odpowiednie)
- bez końca myliłam szyk wypowiadanych wyrazów

Em był cierpliwy.

Ja nie.

Kiedy poprosiłam, żeby pokazał mi jedno z nagrań - niemal upadłam. Tak na żwir pod nogami, jak i na duchu.

Wyglądam staro, mówię cicho jak struchlała przed nożem gęś, mój angielski jest gorszy niż myślałam, a mój akcent... bije wszystko na łeb i na szyję. Nie mam wyrazu, nie mam energii, nie mam przekonania, nie mam niczego! 

Taka "reklamówa" jak ja to może by i mogła zareklamować, ale co najwyżej smar do oliwienia starych rowerów bądź skrzypiących drzwi od jakiejś kuźni czy parnika.

Sorry mężu. Gwiazdą nie byłam, nie jestem i nie będę. Agencje reklamowe mogą już też przestać o mnie zabiegać...

Po nieudanych próbach nagrania filmiku, Em zasugerował "To może chociaż zdjęcia?". O tak. Zdjęcia jak najbardziej. 

Mimo wszystko, spośród cykniętych kilkudziesięciu, spodobało mi się zaledwie kilka, przy czym ŻADNE tak naprawdę i tak do końca. Siedziałam nad nimi i wyszukiwałam wad: O, tu widać ten - zamaskowany co prawda - ale ciągle obecny na brodzie, pryszcz. Tu mi policzek za bardzo zwisa i do tego wygląda jakby miał cellulit. Tu w ogóle cała twarz mi zwisa... A tu, moje i tak wiecznie opadłe powieki, spadły chyba już poniżej poziomu morza. A tutaj moje włosy zwisają jak pakuły hydrauliczne okręcone na gwint (że też nie pomyślałam o tym przy okazji naprawy kranu...). Tutaj mam drugie podgardle. Tutaj moje czoło ukazuje bruzdy jak skiby od kartofli. Tutaj przypominam znudzonego, niewyspanego mopsa. Tutaj...

Jesteś chora!

Jestem, oświadczam spokojnie. Ale jakbyś miał cellulit na policzku (zamiast np. na udach czy dupie), to sam byś...

Ciko!!!!!! Shout up woman!

To Ty ciko! Bo ja w rzeczywistości aż tak źle nie wyglądam! To wszystko przez te Twoje super hiper aparaty! One pokazują mnie w bardzo złym świetle! 

O przepraszam, ale światło to akurat dzisiaj sponsoruje słońce!

Dobra! Wszyscy jesteście winni - Ty, aparaty, lampy, słońce i.... aaa w dupie z tym wszystkim! 

Piękny miałam Dzień Kobiet! Poczułam się stara i brzydka jak małpa. Dzięki mężu!

Pocieszyłam się jednak pożerając potem trzy obiady w NordFishu (za siebie, za Maksa i za Aleksa) i kupując sobie nowe dżinsy w swoim ulubionym Big Starze. Nie dość, że docenili mnie tam jako kobietę, bo z okazji TEGO dnia dawali na wybrane modele 30 % upustu, to jeszcze mieli w przymierzalniach normalne lustra. Mój rozmiar jest niezmienny od lat. I to mnie też pocieszyło. 29/30. Jestem uzależniona od dżinsów. Tak jak niektóre od butów czy torebek, tak ja od portek z drelichu. UWIELBIAM! 

Koniec końców, nagrania filmowe poleciały do utylizacji (na skutek moich ostrych impertynencji), a spośród zdjęć jedno "poszło do reklamy", a kilka zachomikowałam sobie na wszelki wypadek, bo okazało się, że przy zastosowaniu delikatnych kamuflaży, można jeszcze będzie za kilka lat westchnąć sobie do nich: eeee, nieeee no, wtedy to ja naprawdę w-y-g-l-ą-d-a-ł-a-m! ;-). Punkt widzenia bowiem z wiekiem się zmienia, a poza tym - wiadomo - baba przewrotną jest - dziś się łaje, a z 10 lat będzie do tego łajanego wizerunku wzdychać...

22 komentarze:

  1. Noo nieee! Ten cellulit to na oku może miałaś, bo na policzku n i g d y - p r z e n i g d y nie występuje! :-D Zadroszczę sesji fotograficznej :-) Ty bardzo fotogeniczna jesteś i nawet jestem rozczarowana z powodu zmiany avatara :-( To kiedy będzie można ujrzeć reklamę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym wysłać Ci zaproszenie do mojego bloga. Jeśli skontaktujesz się ze mną przez mój e-mail, będę miała taką możliwość.

      Usuń
  2. O mamuniu, jak ja Ci współczuję. Gdyby mnie mąż zmuszał do występów przed szkiełkiem, dałabym mu przez następny miesiąc popalić! Faceci myślą, że każda babka tylko nóżkami przebiera, żeby wejść na świecznik. Nawet z Krakowa nie mam zdjęcia z córką, bo lepiej czuję się po drugiej stronie... choćby telefonu.
    Poważnie nosisz wciąż ten sam rozmiar? Ja przed staraniem się o Małą wskakiwałam w 26/30, a teraz spodnie kupuję raz na pięć-sześć lat, ponieważ większa częstotliwość grozi trwałym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym moim i najbliższego otoczenia. A marzę, marzę o dobrze dobranych portkach, bo już naprawdę nie mam co na tyłek wciągnąć.
    Poleć, Ty w końcu, chociaż do tego Amsterdamu, albo od razu do Indii, bo niby masz możliwości, jak mało kto, a po latach okaże się, że je zmarnowałaś i na przykład nie możesz latać z powodu jakiegoś idiotycznego schorzenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nienawidzę się fotografować, odkąd mi przybyło...kg a metryka , nie wiem czemu poleciała do przodu.No fakt, gdy oglądam zdjęcia gdy miałam Twoje obecne lata, to jeszcze było jako-tako, czyli po japońsku. A jeszcze lepiej było, gdy miałam tak ze 25, 30 lat. Bierz te klucze od mieszkania w A. do torebki, dzieciaki w garść i jedz tam, dzieciakom też to dobrze zrobi. Pamiętaj, że podróże kształcą, wykorzystuj okazję teraz, bo za kilka lat może Ci się już nie chcieć. A do K. też koniecznie się wybierz, choć to straszliwe pod wieloma względami miasto - jak wszystkie wielkie miasta w tamtym kraju. Podzielam Twą miłość do dżinsów i jestem dżinsową babcią.
    Serdeczności ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez czekam na fotki z tej reklamy. A wygladasz pięknie i z dwuznacznym zamysleniem. Przynajmniej gdzies na fb widziałam.
    Jedźcie gdzies koniecznie, podróze to wyjatkowa przygoda i niech dzieci poznają dziadków.
    Ja uwielbiam sie fotografować i taka reklama to wyzwanie, szczególnie mówienie i pozowanie. Ja się nieraz bawię w mojej lokalnej TV reklamując swoją szkółkę. Bardzo się staram, żeby wagę trzymać prawie niezmienną od młodości.
    Dzinsy są OK, ale najładniej wygląda się w sukience z dekoltem, szczególnie w lecie. Zależy na jakie wyjście wiadomo. Ale sukienki też są sportowe. Całuski.

    OdpowiedzUsuń
  5. :):): ) nie oglądałam, więc nie wiem, jak to z tym filmikiem, ale może dobrze, że nie trafił np. do sieci ;)
    a to cudo profilowe to masz naprawdę...filmowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nic dwa razy się nie zdarzy...
    Zachowaj zdjęcia, nigdy już nie będziesz tak samo wyglądać. Złap tą chwilę. Jak ja żałuję, że broniłam się zawsze rękami i nogami przed fotografowaniem a dziś pluję sobie w brodę, że mam tak mało swoich zdjęć z czasów chudości i jędrności ;) Kiedyś łatwo dawałam sobie wmówić jakieś głupoty i stąd moje lęki przed obiektywem.
    Dopóki dzieci małe i nie uwiązane obowiązkiem szkolnym leć zwiedzać Świat! Okazja jak nigdy. Tego co tam zobaczysz i przeżyjesz nikt Ci nigdy nie zabierze!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha, Ty to masz poczucie humaoru i dystans do siebie :) Ja lubię robić zdjęcia innym i stram się, żeby "wyszli korzystnie". Kiedyś, a było to ze 20 lat temu lubiłam się fotografować, teraz "aparat mnie omija". Ale stwierdzam, że lepszy efekt dają zdjęcia na kliszy niż na cyfrówce.
    A storczyk żywy w doniczce czy cięty?
    Więcej energii i zdrówka Wam życzę :))

    OdpowiedzUsuń
  8. hahahah, zostaw cos dla potomnosci- zawsze to jakas pamiatka!
    sil i zdrowka zycze- no i sloneczka, u nas od rana leje....i moje baterie juz padly..........

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrówka Piękna:)))
    I nie marudź, nie narzekaj - pomyśl jak cudowna jesteś w oczach Em:)
    Marzec -chory marudnik minie -nastanie kwiecień - jestem Panią Świata;)))
    Sprzątanie w tylu miejscach nie do ogarnięcia - ciesze się, że mam jedno;P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja tam nie znoszę robić sobie zdjęć, filmików itd. Zawsze twierdzę, że wyglądam okropnie i cholernie grubo... nie lubię tego uczucia :( Ale Ty na pewno jesteś piękna, bo Twój Facet to widzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Amishko, to Ty gwiazda jesteś! :) A ja realizuję obecnie swój własny teledysk - szukam aktorek!

    Zdrowiej, Amishko!

    Miłego grabienia! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Również cię pozdrawiam :) Aga

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahaha :-)))))
    No ba! Za 10 lat wszystkie będziemy wzdychać do zdjęć, które mamy robione teraz - ach, jaka ja młoda i piękna byłam! :-)))) A teraz nie możemy na siebie patrzeć.... Ja to tylko wszędzie moją zmarszczkę pomiędzy brwiami widzę....

    A tak w ogóle jaka stara i brzydka??!!! Powiedział Ci chłop - shut up woman! :-)))))))
    Kochany ten Twój mąż, wiesz? :-)

    Buziaki Amishko i wracaj do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  14. ;) no to pokaż to reklamowe zdjęcie :) albo może reklamę całą!


    P.S. Ha! :) dziękuję Ci za sprawdzenie tych form ;) bo tez się potem zaczęłam zastanawiać... pidżama czy piżama ;D
    Ja wiem co znaczy nie mieć szans niczego nadrobić... dlatego właśnie staram się robić tak, by nigdy już nie musieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze raz ja:

      :) ja zaczęłam od słuchania muzyki Hugh Laurie :) potem dopiero zaprzyjaźniałam się z serialem "Dr. House" :) uwielbiam jego muzykę i gorąco polecam :) a wiesz, że on też książkę napisał? Również polecam :) mogę Ci pożyczyć :)

      Usuń
  15. Amisha, stara to jestem ja, a nie Ty! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie no... kochana! Przyjeżdżacie do konkurencji 6 lipca! I będziesz miała fotki, do których nawet Ty się nie przyczepisz :) Bo ja to dopiero jestem niefoto, a moja szefowa - chyba jeszcze bardziej, a fotograf, który nam ostatnio wszystkie imprezy "foci", czyni cuda i tego nie widać :D
    A na poważnie (z 6 lipca to też poważnie, choć ja to będę w pracy...) - nie zauważyłam jeszcze zdjęcia, na którym źle byś wyszła! Bądź dla siebie bardziej wyrozumiała - bo ładnemu zawsze ładnie, tylko zawsze ma swoje widzimisię :) I widzę, że mamy kolejny wspólny punkt: dżinsy :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja tez mam celluit na policzkach i uwielbiam dzinsy!! ;))

    OdpowiedzUsuń
  18. No na ten Amsterdam to ja już rączki zacieram :) To się naplotkujemy! Szczególnie, że ja też taka wybredna jestem. A najgorzej jak mam do zdjęcia pozować. Masz chłopie robić to rób rach ciach, zanim miny zacznę stroić, a nie wieki do pstryknięcia się zbiera. Dlatego to ja z aparatem chodzę i głównie Mauryca zdjęcia z wakacji mamy :D
    Jak Ty to robisz, że kupno dżinsów Cię tak uszczęśliwia?? Ja choć uwielbiam je nosić, to zakupy mnie do szału doprowadzają. I to nie przez rozmiar, tylko fasony. Znaleźć coś co by dobrze na tyłko siedziało, nie wisiało, nie obciskało i satysfakcjonująco wyglądało, to jak ze świecą szukać. A najgorzej jak mi facet doradza (bo mu się niskie biodrówki podobają, bleee). Strzelić se w łap jak nic ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Amishko, co się dzieje? Gdzie się podziewasz? Mam nadzieję, że wszystko w porządku i to tylko brak czasu nie pozwala Ci pisać!

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń

Dobre słowo zawsze mile widziane :-).