środa, 7 listopada 2018

ListoPADŁ na kalendarz

Taka była piękna pogoda w Zaduszki, że mówiłam wszem i wobec - jutro spotka nas kara za tę dzisiejszą pogodę, bo to nie jest normalne, ani sprawiedliwe, by na progu listopada cieszyć się przepięknym błękitem nieba i chodzić w cienkiej bluzce... I w zasadzie tak było... Kara przyszła już następnego dnia, kiedy to od rana siąpił deszcz, a słońce nawet nie podało nam dłoni.

1 listopada też było ładnie i dlatego chyba pół dnia przegadałam na cmentarzu z rodziną (dalszą taką), którą spotykam właściwie tylko tam, raz na rok (albo i rzadziej). Trudno mi nazwać te Listopadowe Święta czasem zadumy i refleksji. Ja tam nigdy nie umiem się skupić i zadumać, bo i jak to zrobić, gdy dokoła ludzie, którzy podchodzą, witają się, pozdrawiają, składają urodzinowe życzenia, pytają itp, itd. Mówią czasem - no, przynajmniej z fejsbuka znamy Twoich chłopaków i od razu pytają ich o piłkarskie sukcesy... Bo o czym jak o czym, ale o ich graniu to chyba wiedzą wszyscy. Taki im po prostu robię pijar na tych social mediach... Że każdy wie. Każdy, kto też social media śledzi. Co ciekawe - ja często nawet nie spodziewam się, że ktoś śledzi. Bo niby jest w znajomych, ale nigdy się nie ujawnia, nie pisze, nie komentuje, nie lajkuje itp. A wszystko wie ;-). 

Zwykle mamy do odwiedzenia 4 cmentarze. Dwa w Kolnie (stary i nowy), jeden w Borkowie i jeden w Janowie. Kolno to moje rodzinne miasteczko, Borkowo - rodzinna wieś Mamy, Janowo - wieś siostry mojej mamy. Siostra ta, starsza od niej kilka lat, zmarła niemal dokładnie 3 lata po niej... No więc, u mamy bywamy na grobie bardzo często i 1 Listopada nie jest jakimś szczególnym dniem odwiedzin. Inne groby odwiedzamy zwłaszcza wtedy... Jest jeszcze duży grobowiec na tym tzw nowym cmentarzu, gdzie leżą moi dziadkowie (ze strony taty), trzej bracia dziadka i jedna stryjenka. I tam też zachodzimy częściej niż raz w roku, ale nie tak często jak do mamy. Mama zawsze mówiła, że nie chciałaby być tam z nimi pochowana, więc ma swój własny "dom"... Jest to dość duży, kamienny grobowiec, gdzie miejsca starczy pewnie jeszcze i dla ojca i komu tam akurat zajdzie potrzeba (oby jak najdłużej NIE). Ciekawe, czy mama go "lubi"... Ona była skromną i prostą osobą i najbardziej to by ją pewnie "cieszyła" mogiła z murawą i brzozowym krzyżem, a nie "belweder' jak to określała, ale taka mogiła to raczej już nie wchodziła w grę... 

Minęło już prawie 5,5 roku od śmierci mamy i choć na codzień nie myśli się o niej notorycznie, to jednak ciągle jeszcze bardzo często. Żywa pamięć po Tobie, Mamo... Brakuje nam Ciebie. Zawsze mówiłaś, że czekasz na dni, kiedy moi chłopcy podrosną i  przyjadą do Ciebie do P. wystrojeni w koszule, tacy młodzieńcy... Tymczasem... przyjdą do Ciebie w tych koszulach co najwyżej na grób, zapalić świeczkę... Mało Cię pamiętają i strasznie żałują, że już Cię nie ma. A ja żałuję i za siebie i za nich. I za Ciebie. Choć  mam nadzieję, że tam, gdzie jesteś, jest Ci lepiej... 

I tyle. Nie chce mi się więcej pisać, a miałam i o tym i o owym... Może next time. 


3 komentarze:

  1. :(( a ja myślałam że ja jestem nadwrażliwa... ponad rok od śmierci mamy a ja nie mogę się pozbierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jago, współczuję. Im dalej w lata tym łatwiej. Rok to jeszcze ciągle mało, choć jak widzisz, nigdy nie jest to coś, co akceptujemy do końca. W codziennym życiu nie myśli się o tym, że mamy nie ma, ale są takie momenty, że chciałoby się iść na grób i wołać - Wstawaj mamo! Zobacz jakie Oleś gole strzela, jak Maksio pięknie recytował wiersz na konkursie, jak Mikołaj (syn brata) płakał za małe kotki, które umarły, jakie Ania (bratanica) ma ładne oczy, jak Tomi (siostrzeniec) narysował traktor, jakie Gabi ma super oceny i chce iść na medycynę itp itd... I co? Trzeba zostać samemu z tym wszystkim, czym najbardziej chciałoby się z nią podzielić i co najbardziej by ją cieszyło... Ten żal jest chyba najbardziej dotkliwy...

      Usuń
    2. no widzisz... nawet jak to czytałam to się usmarkałam...

      Usuń

Dobre słowo zawsze mile widziane :-).