środa, 27 listopada 2013

Dajcie na mnie kija

Z tym swoim pisaniem to ja się ruszam jak refak w gliniastym błocie... 

Nie, nie chodzi o to, że nie mam o czym pisać, bo wszak (moje nagminnie nadużywane słowo - wiem!) słynę z konstrukcji elaboratów również o tzw. niczym. Konkretnych tematów do pisania zupełnie mi nie potrzeba. Czego mi więc potrzeba? 

Kija, cholera.

Owszem - "pozaczyniałam" ci ja postów jak ciasta na święta, ale odstawiwszy je do wyrośnięcia ze smutkiem stwierdzam, że marna to była robota, bo nic mi z nich nie wyrosło. Same opadłe gnioty na pół gwizdka. Potrzymam je trochę w roboczych dzieżach i w końcu wywalę psom. Albo lepiej świniom, bo świnie to wszystko zeżrą a psy bywają wybredne.

Mam jeszcze 15 minut do spędzenia w robocie... Utknęłam nad pewnym wnioskiem o wznowienie postępowania administracyjnego... Pisanie fachowe też mi cholera nie idzie. 

Naprawdę, dajcie tego kija, bo ani rusz!

Zamierzam spisać w punktach swój listopad, ale z moim obecnym zrywem to nie wiem czy ja nie spiszę się na straty... Kilka faktów z Listopada wartych jest zanotowania, więc chciałabym je zanotować ku pamięci. Nie od dziś bowiem wiadomo, że "mowa trawa, pismo grunt". Taką trawą jest także moja pamięć. Zawodna i niepewna istnienia. Bo przyjdzie sobie na przykład taka krówka czy kózka, trawkę pożre i po wszystkim. A pismo wiadomo - jak grunt - zostanie. 

5 minut. 

Za oknem ciemnica. 

Jak wyjdę to pojadę do Pepco po rękawiczki z palcami dla Maksia (Olek ma to i on chce, nie będzie przecież chodził w jednopalcowych jak... dzieciak).

Wskoczę też do księgarni po jakąś planszową grę - ileż można pozwalać dzieciom oglądać bajki... Tylko, kurka wodna, zaraz sama będę musiała z nimi grać. A mam tyyyle roboty w domu. Olać? Olać. Zagrać "se" z dziećmi i mieć wyj***ne na wszystko. O. Czy ja zawsze muszę żyć w świadomości, że mam tyyyle roboty w domu? 

2 minuty.

Reklamy w RMF-ce. Zbieram szanowną w dżinsy opiętą i ruszam w tę listopadową szarą otchłań. 

To bywajcie. 

No i nie zapominajcie o tym kiju!!!

33 komentarze:

  1. dobrze, że możesz w dżinach do pracy śmigać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że to bardzo dobrze, bo inaczej miałabym problem. Dżiny rządzą. Nie mamy tu w dziale żadnego dress codu więc chodzimy na luzie, casual.

      Usuń
  2. Ale Ci dobrze, że pisać się nie chce... Mnie wręcz przeciwnie i to znak, że powinnam właśnie robić coś całkiem innego, bardziej pilnego, pożytecznego i znaczącego. Pielęgnuj niechcenie jak tylko możesz :-) Co do prac domowych... taka ich wredna natura, a z wredotą - albo bardzo ostro i bez litości, albo zlekceważyć ;-) Zależy od aktualnego potencjału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisać to mi się nawet chce, ale nigdy nie mogę utrafić w odpowiedni czas, by się zrealizować na tym polu... ;). Prace domowe zaś lubię - tylko przy moich dwóch zbójach mam wrażenie, że ich ilość rośnie nieproporcjonalnie do moich mocy przerobowych... ;)

      Usuń
  3. Kochana- dwoje dzieci i praca + prowadzenie domu to naprawdę urwanie głowy. Dla pamięci- wystarczy gdy wypunktujesz to, czego nie chcesz zapomnieć. A gdy uda Ci się złapać chwile czasu to rozwiniesz to w post.
    Miłego, ;)
    P.S.
    Jestem ostatnią osobą, która mogłaby Cię potraktować kijem, nawet tylko wirtualnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, prawda. Urwanie głowy i to czasem wraz z szyją ;). Ale nie jest aż tak źle jak sobie to wyobrażałam, że będzie, kiedy wyjeżdżał M. Generalnie wszystko ogarniam, tylko czas mi za szybko leci... Punkty listopadowe zbieram, ale wątpię bym je zdążyła rozwinąć w post. Listopad już za 2 dni zadrze kitę i fiu do przeszłości.

      Chociaż kija mi trzeba - miło, że byś go nie użyła... ;-)

      Usuń
  4. Ja Ci nie dam kija, a marchewkę :) weekend niebawem... może znajdziesz czas dla siebie... i swojego pisania :) Powodzenia :) oddychaj głęboko i spokojnie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Mi. W weekendy albo jeżdżę na wieś, gdzie odpoczynek jest ostatnią możliwą rzeczą albo właśnie robię porządki we własnym gnieździe... Pisanie to ostatnia rzecz na jaką mogę się wtedy zdobyć. Jednak za marchewkę dziękuję - bo w sumie nigdy niewiadomo, kiedy schrupię ją z pożytkiem :). Oddycham! Spokojnie....

      Usuń
  5. ja poczekam na cokolwiek!
    Uściski!♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misiu, bądź bardziej wymagająca, proszę! ;-)

      Usuń
    2. pewnie, że mogę bardziej - na życzenie!
      Amisha , weź się za robotę! Jesienne wieczory nas dobijają, a Ty się ociągasz! Zawsze pisałaś , długo,ciepło i ciekawie, a teraz co????
      Pamietaj -"jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś!"
      :))
      No!

      Usuń
    3. Jestem odpowiedzialna, to prawda Misiu... Może najdzie mnie zwyżka "potencji"... OBY!

      Usuń
  6. Kup gre planszowa, koniecznie!
    Zagraj z chlopakami i to bedzie czas dla Ciebie na poczatek...
    Serdecznosci
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam. Takie do nauki cyferek i literek, więc sobie nie pogram... Tzn. gram. W nauczyciela. Ale Olek bardzo się garnie do nauki, więc jest miły pożytek!

      Usuń
  7. roboty nie przerobisz.... lepiej chyba pograć :)
    choć wiem, jak bardzo mnie denerwuje bałagan, ale ja mogę posprzątać kiedykolwiek, więc nie śmiem nawet się wymądrzać.
    z drugiej strony tak sobie myślę, że czas z bliskimi ważniejszy...
    Na kogo jak na kogo, ale na Ciebie kija nie śmiem podnieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałagan mnie bardzo denerwuje Mysko. Obowiązki niestety zawsze u mnie wygrywają z rozrywką. Ale czasem się wyłamuję i "rozwalam" razem z chłopakami. Dzieci uwielbiają szaleć i bawić się z rodzicami. Wszystko inne wtedy odchodzi w cień - bajki, zabawki i inne duperele.

      Ej no Mysko, podnieść możesz ;). Skoro się dopominam to widać nie bez powodu ha ha.

      Usuń
  8. Znam ten ból, też nie mam weny:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadłość ta dotyka każdego Żółwinko. Ale na szczęście nie jest to stan permanentny. :).

      Usuń
  9. Jakiego kija? Nie potrzebny....stan przejściowy, samo przejdzie bez kija:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby powinno i bez kija, ale lżejsze formy perswazji blogowego lenistwa (u siebie zwłaszcza) jakoś nie działają... ;).

      Usuń
  10. Pisz sobie z przyjemnością, sprzątaj z przyjemnością, a z dziećmi baw się z miłością. I tego Ci życzę na koniec listopada i caaaały dłuuugi grudzień :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jak pieknie ;))) to ja się dołączam do życzeń ;)

      Usuń
    2. Anonimowy - bardzo dziękuję za tak przyjemne życzenia :). Magbill - Tobie też ;).

      Usuń
  11. Nie mogę uwierzyć;) Czwarty raz podchodzę do napisania komentarza...
    Wpis bardzo fajny, taki z życia wziety :)
    A jeśli chodzi o planszówki to bardzo lubię i jestem za - pod choinkę w zeszłym roku młodzieńcy dostali Scrabble Junior i była super zabawa. Fajna też jest Jenga, niekoniecznie za 7 dych, bo można spotkać takie za 2-3 dychy.
    Pozdrawiam serdecznie! :)*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, i gry memo też są nie do przebicia! :)))

      Usuń
    2. Gracias Izabelko :). Scrables to jeszcze za trudna - zwłaszcza dla Maksa, bo on jeszcze 3 lat nie ma, ale Olu pewnie już byłby zdolny się bawić. Jenga - nie znam. Zaraz zerknę na neta. Memo mamy z Granny i National Geographic. Chłopaki mają też na iPadach - Olu bardzo lubi. W ogóle jest wielki wybór gier planszowych - niektóre kurka potwornie drogie, no ale czasem warto zainwestować.

      Usuń
  12. Racja, lepiej olać :)
    Gry planszowe są super! Niestety te lepsze są rzeczywiście drogie. Ostatnio Mama zainwestowała w grę "Kolejka". O czasach PRL-u. Niezła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em, moje maluchy mają dopiero prawie 3 i prawie 6 lat, więc na razie te gry muszą być dostosowane do ich wieku. Myślę, że "Kolejka" byłaby dla nich za trudna, a ja osobiście nie za bardzo mam z kim w te bardziej dorosłe gry grać. No, ale przecież dzieci rosną, prawda?

      Usuń
    2. Na pewno była by za trudna. Nawet nam sprawia trudność ;)

      Usuń
  13. To i na mnie tego kija! Ale nie w pracy, tam mam wystarczająco dużo roboty, a teraz, przed świętami... to będzie masakra. Rzeź. Blog zarośnie. A Ty zapomnisz, że istnieję ;)

    PS: A czy wy tam w pracy nie powinniście mieć zablokowanych blogów, hę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zapomnę Ano ;). Na mnie w pracy również kija nie potrzeba. Tu zawsze jestem na tip-top ;).

      Ad PS: Nie wiem... Owszem, był czas rozmaitych blokad - teraz wszystko jest (przynajmniej u mnie i kolegów z działu) - maile, fejsy, blogi (ok, teraz nie ma YT, ale to dla mnie najmniej bolesna). Pracuję tu już ponad 8 lat - umiem się tak zorganizować, że jak zajrzę tu czy tam to żadna strata. Nikt niczego za mnie i tak nie zrobi ;). Jak się zna swoje zadania i swoje miejsce - wszystko można ogarnąć.

      Usuń

Dobre słowo zawsze mile widziane :-).