Klubowym fanem piłki nożnej zostałam jedynie w związku z członkostwem moich chłopaków w naszej IV ligowej Warmii Grajewo. Wcześniej - jeżeli już - kibicowałam jedynie naszej Reprezentacji. I chyba słusznie, bo pierwszy klubowy mecz, który wczoraj miałam zamiar obejrzeć (zamiar poszedł spać po 1 golu), okazał się monstrualną porażką. Legia Warszawa - dumna, że dostała się do Champion's League - nie dość, że dostała od Borussii Dortmund 6:0, to jeszcze popisała się posiadaniem zagonu buraków. Jakkolwiek nie mam nic do buraków, bo są smaczne i zdrowe, to jednak gdy pchają się na trybuny - wolałabym, by zostali na swoich zagonach i zgnili na pniu. O.
Jak ta Legia poradzi sobie teraz ze Sportingiem Lizboną i potem Realem Madryt? Zero - dziesięć? Więcej? Chyba jednak będziemy z Olesiem kibicować CR7 ;-). O ile w ogóle kibicowanie będzie jego drużynie potrzebne. Legio - chociaż jednego gola! Dla honoru!
Olkowa i Maksiowa drużyna ma na FB swój klubowy fan page pod szyldem Warmii. I jak miło mi oglądać fotki i czytać opisy meczów z wymienieniem strzelców bramek. Aleksander właśnie zainaugurował jako ten wymieniony w relacji z jego pierwszego turnieju w Suwałkach. Strzelec we wszystkich 3 meczach. Ogólnie 6 bramek. Jesteśmy z niego dumni, choć to ciągle jeszcze gry - jakby nie było - dziecięce. Ale - profesjonalny sędzia, pouczający z boku trener, doping rodziców, klubowe stroje, wyjazdy... Emocje i motywacja z całkiem wysokiej półki :-).
Wrzesień ciągle piękny, choć dzisiaj poranek przywitał nas dość przenikliwym chłodem.
Em wylatuje jutro do Ams, a potem znów do Indii - tym razem na 3 tygodnie. Wróci do nas... za jakiś czas. Muszę zaplanować jakieś malutkie wakacje około Nowego Roku :-).
A w niedzielę chrzciny naszego najmłodszego dziecka w rodzinie - Staśka ;-). Stasiek niebawem skończy 3 miesiące i jest NAPRAWDĘ ślicznym chłopcem. Ładniejszym od swojego bardzo ładnego starszego brata rodzonego i 3 niebrzydkich braci ciotecznych - w tym dwójki moich. Ba, może nawet ładniejszy od swoich wszystkich bardzo ładnych 6 sióstr ;-). Jestem obiektywna w ocenianiu urody (i nie tylko) i na pewno nigdy nie będę upierała się przy tym, że to właśnie moje syny są najpiękniejsze i najmądrzejsze, bo nie są. Dla mnie - albo ktoś jest ładny i mi się podoba, albo nie. I wcale nie musi być mój ;-). Proste. Moje syny są zaś dla mnie najukochańsze, ale to chyba zrozumiałe.
Żeby zaś nie było samej tylko pisaniny - tym razem trochę piłkarskich zdjęć dla "rozegrania oczów" ;-).
Trener Kuba i jego najmłodsza drużyna z Maksymilianem SS :-) |
Maksymilian SS9 - najmłodszy wśród najmłodszych :-) |
Zaraz mecz :-) |
Trener Daniel i jego drużyna z Aleksandrem SS :-) |
Koniec wygranego meczu - piąteczki z rywalem :-). |
Sportowym Ahoj - do następnego!
Kadra narodowa rosnie :)
OdpowiedzUsuńJakie slodkie te maluchy :)zaraz musze wspomniec Mlodego- gdy pierwszy potyczki z pilka byly jeszcze super zabawa a trafienie w pilke sukcesem :)
Kadra rośnie, a jakże Luxi. A wspomnienia gromadzą się szybko, bo czas zaiwania jak szalony. Zaraz z tych maluchów będą podrostki - czasem fajne, czasem aroganckie, czasem szalone, czasem nadal słodkie... Póki co - cieszę się ich szczerością i naiwnością :-).
Usuńwspaniala pasja. Moj zięć był w Kazachstanie na meczu eliminacyjnym na World Cup.
OdpowiedzUsuńTak naprawdę to najważniejsza jest ta Olkowa i Maksiowa drużyna
OdpowiedzUsuńPOzdrawiam
Szkoda że nie ma kadry baletowej moglabym pokibicowac Juli :-) nie ma to jak dziecięce pasje. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJeszcze trochę, a świat wielkiej piłki się o nich upomni :).
OdpowiedzUsuń